10 LAT TEMU
PIPER
- I co teraz?Pytanie przecięło ciszę, jak miecz niedawno użyty do walki. Piątka herosów spojrzała niepewnie na syna Hadesa, a ten wzruszył ramionami.
- Musimy poczekać. Annabeth i Percy powinni tu być lada moment, – odparł, a po chwili dodał pod nosem- a przynajmniej taką mam nadzieję.
Cała szóstka westchnęła, próbując uniknąć wypowiedzenia na głos obawiającej ich myśli. A co jeśli się nie zjawią?
Piper ścisnęła mocno dłoń Jasona i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Chłopak wyraźnie chciał jej coś powiedzieć, ale ona puściła już jego rękę i zrobiła krok do przodu.
Stali, zalani dookoła ciemnością i bezsilnością. Przed nimi rozciągał się ponury tunel, który, jak przypuszczała dziewczyna, skrywał wejście do czeluści piekieł. Już stąd czuła ich przyciąganie i nie była w stanie obwinić pozostałych o to, że nie chcą zbliżyć się na krok. Ale Piper czuła, i wiedziała, że ma rację, że musieli iść dalej. To było ostatnie miejsce, które mogli uważać za schronienie, i dlatego przekroczenie tej niewidzialnej granicy było niemal bolesne.
Piper obróciła się przez ramię i rzuciła smutne spojrzenie Jasonowi. Ten skinął głową i złapał ją za dłoń. Nie uszło to uwadze pozostałych. Leo dostrzegł ich splecione palce i dumne spojrzenia i niemalże jęknął. Mimo to podniósł się z ziemi i dołączył do nich, jak przystało na prawdziwego przyjaciela.
- Co wy...? - Nico zmarszczył brwi i zaraz zaczął kręcić głową, jak szalony. - Nie. Nie, nie, nie. Nie możemy tam iść.
Hazel podeszła do brata.
- Nico, ale...
Chłopak cofnął się gwałtownie do tyłu, a jego oczy zapłonęły.
- Jak już tam wejdziemy, nie będzie odwrotu. Możemy już nigdy nie wrócić. Możemy zostać tam wessani, i całkowicie przepadniemy!- Po czym chłopak zwiesił głowę i opadł na ziemię. - Nie wiecie, jak tam jest. - Dodał szeptem. - Nie wiecie...
Na chwilę zapanowała cisza.
- Ale co z nimi? Co z Percy'm i Annabeth? Jeśli my mamy tak małe szanse… to oni? Jakie oni mają szansę? – Oczy Piper rozbłysnęły, wiedziała bowiem, że ma rację. – Musimy im pomóc, Nico. Musimy! Musimy przejść przez ten tunel, prosto do Wrót Śmierci i wyciągnąć ich z tego okropnego miejsca! I przysięgam ci, że jeśli nawet ich tam nie zobaczymy, to wejdziemy w sam środek piekła, żeby ich uwolnić.
Cała szóstka spojrzała po sobie i wszyscy wymienili nieme spojrzenia.
- Jesteśmy im to winni. – wyszeptała Hazel. - Jesteśmy to winni Percy'emu i Annabeth.
Półbogowie rzucili ostatnie spojrzenie ku wyjściu, po czym wpełzli w piekło.
NICO
Przejście
korytarza było katorgą. Nico czuł, jak z każdej strony otacza go
ciemność, i to zła ciemność. Każdy stawiany krok zdawał się być
wiecznością i jednocześnie milisekundą. W uszy biła go cisza, brzęcząc
jak natrętny komar w środku nocy. Chciał wziąć nogi za pas i zacząć
uciekać, jak najdalej od tego miejsca, tej ciszy i ciemności, ale z tyłu
czuł oddechy pozostałych. Tkwił w pułapce.Korytarz zaczął zwężać się i Nica naszła kolejna fala niepokoju. Zatrzymał się na sekundę i jego uszy natychmiast wypełniły się delikatnym brzękiem.
- Cholera - mruknął i puścił się biegiem.
Z tyłu, za nim piątka herosów zareagowała, natychmiast doganiając go i zadając pytania, ale nie kłopotał się odpowiedziami. Przyspieszył i zaraz zostawił ich lekko w tyle. Brzęk mógł oznaczać tylko jedno. Ktoś umierał, właśnie w tej chwili. A syn Hadesa rozpaczliwie pragnął by ten ktoś nie był synem Posejdona, ani córką Ateny.
Wypadł zza ostrego zakrętu zbyt późno, by zrozumieć co się właśnie stało. Dźwięk w jego uszach rozdzwonił się, a u stóp padło mu martwe ciało.
Poczuł, jak z tyłu uderza go fala złożona z przyjaciół, którzy właśnie go dogonili. Zachwiał się pod ich ciężarem, i omal nie wywróciłby się na ziemię, gdyby opiekuńcza dłoń siostry nie przytrzymała go za ramię. Chciał uśmiechnąć się do niej w podziękowaniu, albo kiwnąć głową, ale jeden na co się zdobył, to był krótki charkot.
Usłyszał cichy pisk i natychmiast rozpoznał głos Piper.
- Za późno - wymamrotał. Ale wtedy jego uszy ponownie wypełniły się cichym brzękiem. Uniósł głowę, pewny, że oto już całkowicie zawiedli, i dopieor wtedy, tak naprawdę, zdołał się przyjrzeć temu, co było naokoło.
A naokoło rozgorzała się bitwa.
Ciało u jego stóp należało do jakiegoś bezimiennego śmiertelnika, a obok niego resztki zbroi. A pod Wrotami Śmierci, zdającymi się być czarną, oślizgłą materią, nie mogącą utrzymać miejsca, w samym środku wiru potworów, w ramię - w ramię walczyli pewien zielonooki brunet i szaroka blondynka.
Chłopak wbił ostrze miecza w ciało drakainy, a ta rozsypała się w zielony pył, jedynie po to, by zaraz zmaterializować się u jego pleców.
- Annabeth - krzyknęła Piper, dając upust radości. Kątem oka syn Hadesa dostrzegł łzy w oczach Hazel, a na twarzy Leona odcisk ulgi.
Nie mogło to jednak trwać długo.
Córka Ateny obróciła się, i ten błąd sporo ją kosztował.
Pięciometrowy cyklop, z którym właśnie walczyła, wykorzystał jej moment nieuwagi i posłał ją ostrym kopniakiem na drugi koniec jaskini.
Dziewczyna uderzyła w ścianę, a Nico mógł przysiąc, że usłyszał, jak wszystkie jej kości zagruchotały.
Już się nie podniosła.
Z drugiego końca jaskini syn Posejdona krzyknął rozpaczliwie i jednym ciosem załatwił dziesięć potworów. Jego miecz przecinał ciała ofiar, gdy z każdym krokiem próbował zbliżyć się do blondynki. Pozostali, jak rażeni gromem, rzucili się w wir walki, a ich umysł był nastawiony tylko na jedno: zabijanie.
Nie miało znaczenia, że nie mieli przewagi liczebnej. Nie miało znaczenia, że jest ich jeden do dwudziestu, a ich ofiary wciąż się odradzały.
Walczył.
Wezwał na swoje rozkazy amię szkieletonów i pozwolił by wojska wymieszały się ze sobą, tworząc gęstwinę chmur, pyłu i kurzu. Poczuł, jak opada na ziemię, a powieki zamykają się, pozwalając by jakiś niemiecki żołnierz rozpłatał piekielnego psa na pół, tuż przed jego oczami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz